|
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
mahler-aubrey Chiny to suka! Wszyscy zdajemy sobie sprawe z tego, ze republika ludowa katuje co sie da i znajduje w tym wielka przyjemnosc. Dzisiaj otrzymalem, jak co tydzien, czlonkowski newsletter z Amnesty, gdzie miedzy innymi dowiedzialem sie, ze nasze Google tez sie boi chinczykow! Ocenzurowalo najpopularniejszy portal tybetanski znajdujacy sie na ich serwerze. Cytuje: "W przeddzień akcji bojkotu, w momencie pojawienia się w mediach informacji o planowanej akcji przestał działać serwer na którym umieszczona jest strona ratujtybet.org. Według naszych specjalistów na 90% był to atak internetowy." W Polsce przez cenzure pod znakiem zapytania stoi dalsze byc albo nie byc dopiero co reaktywowanej Machiny. Dzisiaj w Lublinie ocenzurowano wystawe podkoszulek z Fundacji dla Wolności w ramach kampanii społecznej "Tiszert dla wolności", gdzie widnialy hasal typu "Nie chodze do kosciola", "Nie plakalem po Papiezu","Jestem Gejem","Usunelam ciaze", itp. Jak to powiedzial abp Zycinski "Te koszulki są zaprzeczeniem wolności". To juz chyba sa arcy-biskupie jaja! Slyszalem jeszcze, ze koszulki te obrazaja uczucia religijne, prawie jak karykatury Mahometa! Czyzby zatem pluralizm katolicki tak daleko nie odbiegal od islamskiego? Naprawde zaczyna mnie to juz wszystko wkurwiac. Czy abp-a Zycinskiego obchodzi co uraza moje uczucia? Czy jezeli mu powiem tez wystapi o powstrzymanie tego? A teraz taka mala rada dla Zycinskiego: Jedz Pan do Tybetu i zobacz Pan co to jest urazanie uczuc religijnych. Mowie Wam, ktoregos dnia zesram sie pod ambasada chinska w ramach protestu i wsadze w gowno choragiewke z protestacyjnym napisem - Chiny to suka a obecna Polska jest na dobrej drodze ku temu. uhhh! ![]() ![]() 2006-02-20 22:49:18 skomentuj (11) 3+3=6 Z nowym rokiem postanowilem wznowic moja małą "netową martwice". Rok 2006 ma byc ponoc moim rokiem! Tak! Jako numerologiczna 6, i to nie byle jaka 6, bo 6 skladajaca sie z dwoch 3. Numerologcznie 33, czy tez 3+3, to iscie boska liczba, skladajaca sie z prawdziwie mesjanskich cyferek. Łączac sie w 6, dają takiej osobe miano nowego mesjasza, nowego Chrystusa, przywodcy duchowego mas, cierpietnika, meczennika, kleryka. Tak! Moi drodzy, przygotujcie sie na odnowe duchową. Nie bedzie to eklezja hedonistyczna, mistyczna czy metafizyczna. Wszystko zacznie sie 06. 06. 06. :))) Co wiecej, moje wczesniejsze zdolnosci medialne - medialne w sensie przewodzenia protoplazmy, a nie medialne w sensie Paris Hilton - znalazly swoje wytlumaczenie. Nie jestem typowym medium, takim, ktore laczy sie bezposrednio z umarlymi. Moje 3+3=6 powoduje, ze projektuje swoje zdolnosci na osoby trzecie. Czy to Mirella czy Ema w mojej obecnosci wykazuja paranormalne zdolnosci. Czy to jest bezposlerni kontakt z duchami X Pawilonu Cytadeli Warszawaskiej czy tez interferencje elektromagnetyczne wytwarzane przez jedna lub drugą, uaktywniaja sie wyłącznie przy mnie. Duchy z X Pawilonu chcialy zamknac nas na noc w opuszczonym skrzydle bylego wiezienia politycznego. W sumie to nas zamknely na zasuwy ciezkich, wieziennych dzwi 90x200. Gdyby nie telefony komorkowe to zamiast 30 minut spedzilibysmy noc w jednej z wielu cel. Czy to byl duch Rozy Luxemburg czy Romualda Traugutta, nie wiem. W kazdym razie w tym skrzydle slychac bylo strzaly z broni palnej i czuc zapach prochu. Garstka pracownikow owych budynkow potwierdzila, ze takie wydarzenia, jak i inne, zdarzaja sie. Pracownicy rzadko tam chodza ze wzgledu na karcer, w ktorym wlasnie bylismy. Nastepnego dnia pieniądze same sypały się na ciemną betonową podłogę z rękawa kurtki Emy, mimo braku dziur w kieszeniach. Dobrze, ze juz konczymy prace w tym budynku. Przedmioty zmieniajace swoje miejsce polozenia, gubienie rzeczy jak i inne zastanawiajace zajscia, mam nadzieje, ze zakoncza sie z oddaniem tematu. Wielka to szkoda ze IV RP nieposiada "Archiwum X", a zamiast tego powstaja takie instytucje jak Centralne Biuro Antykorupcyjne. Nie martwcie sie jednak po 06.06.06 wszystko sie zmieni. 2006-01-15 14:25:05 skomentuj (9) . Jak grom z jasnego nieba - jeb! Dostalem w glowe az mi stopy zdretwialy.Rece mi wykrzywilo do tylu tak ze barki nie wytrzymaly. Nie wytrzymaly i bolesnie jeknely. Pluca mi przebily. Jak dwie szmatki mi dygocza. Zebra poszly, raz, dwa, trzy jak zepsute struny gry. Flaki z szumem o kant prysly. Jak z przecietej sieci sie wysypaly. Nogi pogielo.Rece wygielo. Stopy zdretwialy a dlonie zesztywnialy. Jestem jak truchlo. 2005-06-04 08:03:12 skomentuj (25) Przekaz informacji W mojej obecnej sytuacji nie wyobrazam sobie dnia bez mozliwosci rozmowy z nim. Prawda jest, ze mieszkamy ponad 300 km od siebie. Aby ulatwic dostep do mojego lubego mam darmowe rozmowy przez telefon komorkowy pod jego numer. Darmowe weekendy i wieczory z telefonu stacjonarnego. Dochodzi do tego komunikator gadu-gadu (w moim wypadku tlen) i zawodne grono.net. W razie wypadku jest oczywiscie jeszcze: mail, sms, blogi i inne strony z mozliwiscia wypowiedzi, fax, kamerka, skype, paczki kurierskie, poczta, itp. Tak wiec czy te 100 lat temu, kiedy nie bylo tak mnogich i latwo dostepnych srodkow kmunikacji ludzie bardziej doceniali zwiazki na odleglosc? Gdy czyta sie listy (zwykłe, tuszem na papierze pisane, koperta, slina, znaczek) kochankowie wyznaja sobie dozgonna milosc, czytajc list ma sie wrazenie jakby to byl ten ostatni. Widac na nich otwarte serce bijace miloscia. Wyznania te wydaja sie nam malo realne, pisane jakby na pokaz. Obecnie taki przekaz emocji jest ewenementem i raczej sklania sadzic, iz taki osobnik jest niebezpieczny, w najlepszym wypadku niezdrowo zakochany. Ciezko nam przychodzi powiedziec temu komus co naprawde czujemy, chyba nadal latwiej nam przychodzi napisac, ze kochamy, boimy sie, watpimy. Strach ogarnia patrzac komus w oczy gdy mowimy "kocham". Tak wiec ja to napisze - kocham cie. 2005-05-27 19:07:40 skomentuj (15) Tribute to Dry-Dry Skaczac wczoraj miedzy wiadomosciami w telewizji natknalem sie na program na kanale BBC. Program z serii Czubowna-czyta-ludziom czyli program przyrodniczy. Wnikliwie udokumentowano na nim zycie lemurow, ich aktywnosc w stadzie, spoleczne relacje, troski, zachowania, itp. Uwielbiam, kiedy w scenariuszu przewidziane sa imiona dla kazdego zwierzatka z osobna. Tworzy to istna opere mydlana i tak glowna bohaterka ow filmu byla Maria. Jednoroczna lemurzyca, ktora stara sie wkupic w gang okolo osmio-malpi. Przywodczynia stada byla Daisy, ostra sucz, ktora poniewierala samcami, targala inne samice i czekala na swoje godziny plodne. U lemurow, albo raczej lemurek, okres plodny przypada raz do roku, w ciagu jednego dnia, przez okolo 3-4 godz. Maria, jak to komentatorka powiedziala, laknela uwagi od innych czlonkow gangu. Otrzymala go pewnego dnia, waznego dla niej dnia, dnia, kiedy to wlasnie byla plodna. 3 kawalerow zaczelo palac do niej uczuciem. Ci niestety nie otrzymali imion, byli to samiec nr. 1, 2 i 3. Samiec nr. 1 jako najsliniejszy zaszedl wypieta Marie od tylu i zaczal robic to co natrura mu nakazala. Jednak dostrzegl to z perspektywy sciolki lesnej samiec nr. 2. W te pedy wdrapal sie na galaz i stracil samaca nr. 1, wdajac sie z nim w bojke. Zwycieska 2 wskoczyl na galaz lecz byl wycieczony walka, lizac rany zbieral sily. Maria zniecierpliwiona (prosze pametac 3-4 godz. w cigu roku!) zacheacaa go do stosunku, necac go ogonem, jak Marilyn Monroe palcem wskazujacym w "Some Like it Hot". Dwojka wskoczyl na Marie. Namietnosc znow zawitala w zyciu bohaterki. Az tu nagle jedynka zepchnal amanta z Marii. To byla zestmsta, krwawa zemsta, sparing przerodzil sie w bijatyke na ostre pazury! Maria zaczela tracic nadzieje na potomstwo. Niemoc, desperacja, zadza, to czula gdy nagle poczula cos w sobie. Czy to mozliwe? - pomyslala. Czy to prawda? Obejzala sie, a tu cherlawy samiec nr. 3. Korzystajac z okazji doskoczyl rozpalona niewiaste. Jak to mowi przyslowie, gdzie dwoch sie bije... I tak to trzech samcow przelecialo dziewicza Marie, bo ostatni beda piewsimi. Nadziei tracic nie mozna! Dalsze losy Marii byly jeszcze bardziej tragiczne. Skracjac historie. Banicja ze stada razem z dzieckiem dokonana przez Daisy. Napad innego gangu lemurzego, pobicie i smierc dziecka. Ucieczka spowrotem do rodzinnej wioski. Doprowadzenie ow gangu swoja ucieczka do rodzinnej wioski. Miedzygangowa bitwa o teren. Zwyciesto. Pozwolenie na ponowne czlonkostwo w stadzie. Jak widac istna opera mydlana, po chuja Dynastia! ![]() MARIA 2005-04-05 00:09:36 skomentuj (26) Absolut osiagniety czyli wizja iscie boska. Mieszkamy razem ja i on. Szczescie napotykamy w sprawch malo waznych czyli tzw. "codziennych" jak i tych istotnych, czyli tzw. "zyciowych". Czas plynie wolno jak Moonriver w Sniadaiu. Widze siebie i jego o poranku w miezkaniu, ktore miesci sie w kamienicy z lat miedzywojennych czyt. ->styl spotyka funkcje. Jasny parkiet wykonczony lakieriem na high polysk odbija w sobie nieliczne meble w przestronnym pokoju. W oknie faluja biale tiulowe firany smagane cieplym letnim wiatram wpadajacym przez rozwarte drzwi balkonowe. Za oknem slychac w oddali poranny gwar miasta jak i kilkia spiewajacych Boleslawow chcacych ow gwar zagluszyc. On juz wstal i robi kawe. Ja sie przebudzam i przeciagam na duzym drewnianym lozku opleciony w cienkie warstwy bialej poscieli. Przychodzi do pokoju niosac dwie biale filizanki, podaje mi jedna z nich pytajac sie czy sie wyspalem. Podnosze sie z lozka odbieram filizanke i przytakuje z usmiechem na twarzy. On zasiada do fortepianu i zaczyna grac 2 etiude Scriabina. Pije powoli a moj wzrok powoli odbiega od niego ku swiatlu. Patrzac w dal przez firany, tkwie w chwili, jestem w tym stanie w ktorym kazdy chce byc. Bezpieczny, szczesliwy, kochany. 2005-03-13 20:23:19 skomentuj (13) HAUSAUFGABEN zadana - odrobiona Jadac rano do pracy, przyjemnosc, ktorej w zeszlym roku nie doswiadczalem, niesie ze soba wiele nieprzewidywanych bliskich spotkan drugiego stopnia. Pomijajac zwyklych i przecietnych klyentow ZTM, korporacji transportu mijeskiego miasta stolecznego W-wy, napotykam na indywidua godne napomkniecia.Upraszczajac i skracajc, tylko w tym tygodniu otarlem sie zarowno wzrokowo jak i sluchowo o kilka - sasiadke z pietra, lat ok. 60-pare, moja osobista blokowa pielegnirka, ktora doradza mi w sprawach zdrowotnych. Jako jedna z niewielu emerytowanych pracownic III RP, 8 pietra, nie wtrezala swojego nosa w moje niegdys wybujale zycie towazyskie. Nie zwraca uwagi, na sposob w jaki powinno sie wyrzucac smieci do zsypu, jak i omija temat mojego solo mieszkania na Muranowie. Tematem przewodnim naszej czteroprzystankowej podrozy bylo oczywiscie zdrowie, leki homoepatyczne, teorie spiskowe itp. itd. Wniosek - tel. od Mirelli urywajacy plynna gadke przy kole autobusu przegubowego uwolnil mnie od kurtuazyjnej mowy trawy. Innymi wnikliwymi postaciami byla para prożuli - dzentelmen i niewiasta, sztachajacy sie petem z 5x przed wejsciem do busu. Bo jak ze to tak mozna zmarnowac calkiem dobrego paperosa, calkiem dobrego...? Smierdzieli pozneij tanim tytoniem przez kolejne 2 przystanki ale pet to pet, nie mozna wyrzucac pieniedzy! Mordy zapuchniete, oczy jak szpraki, dres reflex jak na dloni. Nagle kolo otrzymuje tel. na swoja motorole (model sprzed 2 lat) : -halo! -taaak?! -nie!! -te żaby sa zjebane! -potrzebne sa te bez słonikow! -te ze słonikami sa ulamene! ...? najwdoczneij dzentelmen dziala export/import, niewiasta zas siedzi obok, dumna, popijac cole w porannym sloncu wpadajacym przez brune, grube, szyby. Kocha go, widac to, jest jej, madry, przedsiebiorczy i taaaki meski! Ach! Dzisiaj natomiast kolejna para. Para jednak poznala sie dopiero w autobusie. On - zniszczony zyciem bezdomny czlowiek. Obdarty, brudny i smierdzacy. Broda zkoltuniona a dlonie... dlonie mial iscie paskudne. Ja ze swoim fetyszem "dloniowym" nabralem obrzydzenia i lekkiej paranoi patrzac na jego zbrazowiale dlugie paznokcie, sina z zimna skore i wszechobecny brud! Wyglaszajacy swoja filozofie z busowego siedziska pan, rozlegl sie byl na dwoj siedzeniach, jak markiza na szezlongu. Mowil o tym jak to kazdy w tym kraju jest zlodziejem, "policja to zlodzieje! jak policjant goni zlodzieja, to zlodziej goni zlodzieja!" tego sortu zawiedzenia, ktore predzej czy pozniej trafiaja do kazdego z nas. Nagle na przystanku na placu bankowym pojawia sie postac. Postac ubrana cala na czarno. Gdy przyjzymy sie blizej, zauwzamy nastepujace czesci ubioru: spodnia warstwe stanowi spodnica po same kostki, dzianinowa ze streczam, na to sweter welniany, gruby powyciagany. Wierzchnia warstwe odzienia stanowi plaszcz jesienny, klasik kroj, z metalowymi wzorzystymi guzikami, nie zapiety jadnak na zaden z nich. Pani przewiazala go tylko pasem, mocno, tak by spodnie warstwy merdaly swobodnie od spodu. Akcesoria - czarna czapka welnian i chusta czarna na to, czarne rekawiczki zmechacone i lekko pozaciagane, lniana czarna torba przewieszona przez ramie i buty, buty stanowia definitywnie akcent dominujacy. Sportowe nike, czarno-czerwone, ze zlotymi wstawkami i jaskrawymi sznurowadlami, istny gwozdz porgramu. Istotnym zas faketmem jest to, ze pani byla bogobojna. Bogojebliwa jest moze bardziej trafnym okreslenim. Na czapce centralnie na czole krucyfiks skrzetnie umocowany do welny. Wokol obu nadgarstkow roznace, precyzyjnie oplecione na rekawiczkach. A na szyi wielki krzyz z chrystusem, zwisajace rozance od pasa, plus inne dewocjonalia, dyndajce tu i owdize. Mamroczac cos pod nosem usiadla na przeciwko podnieconego dyktatora. On: "O swieta!" Ona: -Nic "Ja tez jestem siwety"- powiedzial. Ona milczy i zaczyna grzebac w swojej torbie. Wyjmuje z niej mala, czarna, bo jak ze by inaczej, aksamitna torebeczke z roznancem i zaczyna go odmawiac. Oczy jej zamkniete, cierpienie i koncentraca na twarzy samoistnie sklania wzrok ku niej. Mezczyzna widzac ze nie nawiaze bliskiego spotkania trzeciego stopnia z chrzesijanka zwraca sie do mnie. - A wie pan, ze w holandi to ksieza to sa zbczency? Tak! Wie pan co to pedal? Ja usmiecham sie pod nosem i odwracam glowe w strone okna nie mogac patrzec na jego paskudne dlonie. - Nie wie pan? Pedal, pedal! Ale nie taki od roweru... Pedal to to, kiedy chlop z chlopem... robia to pod prysznicem albo w toaletcie!" Ista zmora naszego wspolczesnego spoleczenstwa! Szerzy sie, szerzy zaraza! - Pan to jeszcze malo widzial. Ech, ja zem malo widzial? Moze i tak. Ale w sumie nie chce widziec, jak na chwile obecna, duzo wiecej. Dobrze mi tak jak jest. Nawet bardzo. Praca pracą, ale pasazerowie linii 111 godni sa uwagi, nie wszyscy oczywiscie, ale rodzyneczki blyszcza w porannym, srodmiejskim sloncu. 2005-03-04 20:36:11 skomentuj (5) |